Zobacz wszytkie serwisy JOE.pl
blogiblog4u.pl blogiblogasek.pl katalog stronwjo.pl avataryavatary.ork.pl czcionkiczcionki.joe.pl aliasydai.pl, ork.pl, j6.pl tapety tapety.joe.pl obrazkiobrazki na NK
Online: ---
zdrowie i choroby nieruchomości na mapie
Blog nie aktywny. Dodaj notkę aby usunąć tą informację oraz reklamy w treści bloga
"Wykorzystaj to, co masz, kochanie" - NARCYZA MALFOY



"Wykorzystaj to, co masz, kochanie" - NARCYZA MALFOY

- Krr! Dobre ziarno! Jeść! Dobre ziarno, dobre ziarno! Dominic!
Eleanor uśmiechnęła się smutno, wsypując do miseczki trochę karmy.
- Tym razem to ja cię nakarmię, niewdzięczne stworzenie. – Włożyła miskę do klatki, a papuga radośnie zatrzepotała skrzydłami.
- Dominic, Dominic! – zaskrzeczała i rzuciła się na jedzenie. Eleanor obserwowała chwilkę swojego ptaka, który z niewiadomych powodów bardziej hołubił jej męża. A potem wyszła z salonu, żeby zająć czymś myśli. Wszystko jednak przypominało jej Dominica: przygotowując sobie obiad zwróciła uwagę na jego ulubione płatki kukurydziane, robiąc pranie musiała przerzucić stertę należących do niego ubrań, w łazience jak zwykle rozrzucił po całej półce swoje przybory do golenia (tyle razy go upominała, żeby tego nie robił!), w sypialni, zwinięta na łóżku, leżała jego piżama w granatowe paski…
„Mój Boże, nie wytrzymam w tym domu – pomyślała z rozpaczą Eleanor. – Nie, dopóki on się nie znajdzie…”
Za żadne skarby nie przyjmowała do wiadomości, że Dominic może się nie znaleźć.
Wtedy rozległ się dzwonek do drzwi. Drgnęła przestraszona, ale zaraz poczuła iskierkę radości. Bart! To musiał być on! Pobiegła do wejścia i wyglądając przez wizjer dostrzegła twarz aurora. Czym prędzej otworzyła, wpuszczając go do środka.
- Bart, jak dobrze, że jesteś! – zawołała, nie panując nad sobą do końca. Tak była szczęśliwa, że widzi kogoś życzliwego, kto wybawia ją od siedzenia samotnie w pustym domu, że omal go nie uściskała.
Wszedł do przedpokoju, rozglądając się uważnie dookoła. Przyzwyczajenie.
- Hej… Mam… mam ci kilka rzeczy do opowiedzenia – powiedział spokojnie, ale kobieta dostrzegła, że jest czymś poruszony – mięśnie twarzy miał napięte, jakby cały czas zaciskał mocno zęby.
- Chodź. – Zaprosiła go gestem do salonu. – Chcesz coś do picia? Może…?
Pokręcił głową.
- Nic, dziękuję. Po prostu mnie posłuchaj…

- Proponuję wysłuchać, co mam ci do zaoferowania – rzucił Lucjusz Malfoy. Bart rozważył szybko wszystkie możliwości postępowania.
- Mów – zdecydował w końcu.
Lucjusz uśmiechnął się z aprobatą na tę decyzję.
- Gregory Jenkins zabrał z jednej z naszych willi kilka artefaktów – zaczął konkretnym, rzeczowym tonem. – Nic szczególnego, kilka szklanych kul, przeklęty pierścień, zwierciadło…
- Wiem, byłem przy tym – przerwał oschle Bartholomew. – O co chodzi?
Młody śmierciożerca milczał chwilę, urażony, że mu przerwano, a potem kontynuował:
- Mimo że te przedmioty mają małą, niemalże zerową wartość, mój Pan nie chce, żeby pozostawały w waszych rękach. Dlatego muszę wydostać je z Archiwum Dowodowego. Ale nie mam sposobu, żeby dostać pozwolenie, nie zwracając na siebie uwagi! – Malfoy zacisnął dłonie w pięści, najwyraźniej wściekły. Był młodym, ambitnym aktywistą i taka bezsilność denerwowała go niezmiernie, nie mówiąc już o konieczności rozmowy o niej z byle jakim aurorem.
- Łączę się z tobą w bólu. – Bartholomew nie mógł się powstrzymać od kpiny. – Ale co ja mam z tym wspólnego?
- Ty? Ach, - uśmiechnął się prawie radośnie Malfoy – nic takiego. Tylko przyniesiesz mi te… dowody.
Auror uniósł brwi, zamrugał i omal się nie roześmiał.
- Ja? Naprawdę? A toś sobie wykombinował, no proszę, zuch chłopak!
Młody śmierciożerca przełknął kolejną drwinę w milczeniu, ale widać było, że jest na granicy wytrzymałości. „Jeszcze chwila i zacznie wrzeszczeć albo walić głową w ściany windy” – pomyślał Bart. Sprawiało mu to jakąś przewrotną satysfakcję; tak samo jak dobre dwadzieścia lat temu, kiedy w ramach rozrywki doprowadzał do podobnego stanu profesorów hogwarckich.
- Przyniesiesz mi te artefakty – warknął przez zaciśnięte zęby Lucjusz. – Inaczej pożałujesz. Ale jeśli uwiniesz się szybko… powiedzmy, do jutra… wtedy twoja urocza mugolka odzyska męża. Bo zajmujesz się tą sprawą, czyż nie?
Bartholomew nie odpowiedział. Najzwyczajniej w świecie go zatkało.
- Ty…! – krzyknął wreszcie, plując oburzeniem i złością. – Ty… ty… - Najwyraźniej nie mógł znaleźć dość obraźliwego słowa. – Przez cały czas wiedziałeś, gdzie jest Dominic McBride?! Przez cały czas, kiedy biegałem jak idiota… a Eleanor… a… a…
Auror zgubił wątek, co śmierciożerca skwitował krótkim śmiechem – znowu był górą.
- Merlinie, ale ty jesteś naiwny, Wilkins. – wypowiedział to słowo jak największą obelgę. – No to co? Chyba się dogadamy? – wyjął różdżkę, stuknął nią w klawiaturę windy, która od razu ruszyła w dół. – Jutro cię znajdę. Miej je przy sobie.
Zanim Bartholomew zdążył odpowiedzieć, metaliczny, kobiecy głos oznajmił:
- Parter. Sala przylotów i…
Lucjusz wyszedł z kabiny, stukając laską o marmurową posadzkę.
- Miła pogawędka. Do zobaczenia jutro!

Eleanor wpatrywała się w niego szeroko otwartymi oczami. Po chwili poruszyła wargami, ale z jej gardła dobyło się tylko ciche chrypnięcie. Odchrząknęła i zapytała szeptem:
- I co chcesz teraz zrobić?
Bartholomew siedział chwilę w ciszy, kontemplując wrażenie, jakie wywoływał ten szept przepełniony gamą emocji większą niż byłby w stanie wyrazić najgłośniejszy krzyk. A potem powiedział prosto:
- Działać.

*


Syriusz Black wszedł do ciasnego gabinetu, który dzielił z pięcioma innymi aurorami, trzaskając drzwiami. Głowy dwóch kolegów, którzy akurat byli obecni, podniosły się znad biurek, ale żaden się nie odezwał. Pracowali z nim od pół roku, młodszy z nich znał go ponadto ze szkoły oraz ze spotkań Zakonu i zbyt dobrze znali tę minę.
- Świetnie, po prostu świetnie! – mówił głośno, gniewnie młody auror, nie wiadomo, czy do siebie, czy do nich. Zgarniał przy tym rzeczy leżące na jego biurku do torby, nie bacząc na to, że papiery się gną, jakiś długopis spadł na podłogę, a plamę rozlanej herbaty rozmazał po całym blacie. Gdy spakował już wszystko, wyprostował się, odgarnął niesforną grzywkę z czoła i oznajmił dwóm kolegom:
- Macie pojęcie, że znowu nie dostałem samodzielnego zadania?! Po raz kolejny mam przejrzeć akta sprawy Gregory’ego Jenkinsa i, ewentualnie!, polecieć z nim w teren, żeby „przypatrywać się pracy doświadczonego aurora”! Gregory Jenkins traktuje mnie jak dziecko! Mam przeglądać jego akta?! Bez szans. Idę do domu.
Młodszy z kolegów ponownie uniósł głowę.
- Czy Haggins o tym wie, Syriuszu? – zapytał spokojnie. Czarnowłosy prychnął.
- Oczywiście, że nie, Fabianie – odparł takim samym tonem. – Ale możesz mu powiedzieć. Może zrozumie, że ja się nie nadaję do grzebania w papierach i nie po to tu przyszedłem.
Fabian pokiwał głową.
- Może. A może dojdzie do wniosku, że twoja niesubordynacja już za bardzo go wkurza.
- Nie zwolni mnie przecież. – Syriusz uśmiechnął się bardzo pewnym siebie uśmiechem. Wyglądał z nim wielce naturalnie.
- Nie rozumiem, co cię prowadzi do takiego wniosku – westchnął Fabian, patrząc na kolegę dużymi, bursztynowymi oczami.
- To proste. Potrzebuje teraz nas wszystkich.
Fabian uśmiechnął się lekko.
- Mam nadzieję, że się nie przeliczysz, młody.
- Młody? Mam wrażenie, że przeceniasz ten rok różnicy między nami, Fabianku. – Syriusz wyszczerzył zęby, zapominając najwyraźniej, że jeszcze przed chwilą się wściekał. Energicznym gestem zarzucił torbę na ramię. – No cóż, to ja uciekam. Pozdrówcie szefa. Niech da znać, jak zmieni zdanie. Na razie! – zawołał, wychodząc już z pomieszczenia. Fabian wymienił spojrzenia z drugim aurorem, Keithem.
- On jest szalony? – rzucił z krzywym uśmieszkiem Keith, drapiąc się gęsim piórem w skroń.
- Tylko troszeczkę – odparł Fabian.


The Mission 5/04/2008 22:00:09 [Powrót] ...or the job?

Dziunia

brak www
data: 26/04/2008 21:45:54
088156081075.wro.vectranet.pl
IP: 88.156.81.75
Dziękuję... bardzo dziękuję. Nawet nie wiesz ile to dla mnie znaczy. Cieszę się, że jeszcze o mnie pamiętasz, tak rzadko ostatnio się odzywasz...
Dzisiaj już jestem spokojna. Wczorajszy dzień był najgorszy, kremacja, ostatnie pożegnanie... Ale wierzę, że jest już szczęśliwa i patrzy z góry. Uśmiecha się jak zawsze, bo widzi, że ludzie doceniają to, jaka była.
Nie będę się rozpisywać, jeszcze raz dziękuję za komentarz i pozdrawiam.
daszkass

brak www
data: 7/04/2008 23:25:54
193-239-36-247.ksi-system.net
IP: 193.239.36.247
Patrz jak punktualnie komentuję! ^^
Syriusz! Jak ja Kocham Syriusza^^ A propozycja Malfoya powalająca^^ I biję pokłony Bartowi^^ Nie ma to jak doprowadzić lucka do szału^^
Vicky/The Dark i jak jeszcze chcesz

brak www
data: 5/04/2008 22:15:24
nat2.trans.net.pl
IP: 195.248.254.4
Zacznę od tego, że: BUHAHAHAHHAHAHAHA!! Wyobraziłam sobie Lucka, który z całych sił wali głową w windę i ryłam się przez dobre pięć minut. A potem pomyślałam o innym Lucku, w naszej szkolnej windzie, który też mógłby walić głową w ścianę i ryłam kolejne pięć minut , ale to tylko ja. A to wredna, głupia (wstaw co tylko chcesz), małpa z tego Lucka! Jest aż takim tchórzem, że musi uciekać się do perfidnych szantaży?! No nie, nie, nie. Jak Pan może mieć go pod swoją opieką i... A, dobra już wiem! (patrz: nasza magiczna parodia). Fabianek! Mój Fabianek może u mnie jest troszkę inny, ale to i tak nadal mój słodki chłopiec o bursztynowych oczach, który właśnie wplątał się w jakąś mega super intrygę, której nawet ja sama nie umiem rozwiązać. Okey, znów bredzę . Oj, Syri chyba dostanie wciry Ej, czy nasz główny bohater ma przypadkiem jakieś 37 latek??? Nie mów tylko, że tak, bo chyba spadnę i każę ci napisać "I'm your angel of music!" Znaczy, Bart będzie musiał powiedzieć to swej kochanej...
Okey, już sobie pójdę, bo nawijam jak chora Papa:*





18263
2
Przejrzyj akta
Złóż swoje akta
Miej aurora zawsze blisko siebie!
Czasy, w których już nie chowa się klucza pod wycieraczką, a na odgłos kroków za tobą, zaczynasz biec, nawet- a może szczególnie- dla aurorów są trudne. Przyznać to musi nawet- szczególnie?- Bartholomew Wilkins...

Archiwum
2008
Wrzesień
Sierpień
Maj
Kwiecień
Marzec
Luty
Styczeń
2007
Grudzień


Kwatera Główna (drugie piętro)



Grafikę i kod html stworzyła Vicky
Funkcjonuje dzięki blog4u




Ulubieni